Wolfeslive - Stań się prawdziwym wilkiem. Strona Główna
 Album   Szukaj   Użytkownicy   Grupy   Rejestracja   Profil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości   Zaloguj 


Poprzedni temat «» Następny temat
Górski Potok
Autor Wiadomość
Yukki 
Samotnik
Młody i gniewny.



Partner: haha, ale suchar
HP: 60
Wygląd: po jego sylwetce można bez problemu zauważyć młody wiek. Jest chudy, jeszcze słabo umięśniony, choć to tylko kwestia czasu i nabrania masy. Może trochę nieproporcjonalny - długie nogi i chude ciało, okolone krótką, jeszcze dość szczenięcą sierścią barwy pieprzu i soli. Z czasem najpewniej wyjaśnieje do śnieżnej bieli, tak jak jego ojciec. Obdarzony dwójką bystrych oczu, przypominających kolorem zaschłą żywicę.
Charakter: młody, niespokojny duch. Pewny siebie, bezgranicznie wierzący w swoją siłę i mądrość, co nierzadko wpędza go w kłopoty. Pyskaty, odważny, lubujący się w burzliwych kłótniach i dyskusjach, w których pozwala sobie na bardzo wiele. Nierzadko złośliwy i wredny, od czasu do czasu dla zabawy zacznie komuś dokuczać. Wrażliwy na punkcie swojego wyglądu, a także powoli na kobiece wdzięki. Jednocześnie, mimo niedojrzałości, za najważniejszą wartość w życiu uważa honor - o który stara się jak najbardziej dbać, z różnymi efektami - oraz pamięć o bliskich. Kto wie, co z niego wyrośnie?
Choroby: brak
Wiek: niecały rok
Urodziny: Pora Kwitnącej Wiśni
Wysłany: 2012-04-01, 18:22   

Co za upokorzenie! Jak mógł się dać złapać... głupiej wodzie? W sercu młodego wilka piekliła się złość, ale sierść pozostawała lodowato zimna. Słoneczne niebo było zdradliwe - mimo promieni słońca padających na ziemię, zimny wiatr rozwiewał całe ciepło, które zdołało się tam zagnieździć.
Przycupnął przy brzegu, kuląc się i mając nadzieję, że się nie przeziębi. Już wcześniej nie był w dobrym stanie, wyczerpany ciężką wędrówką.
I właśnie wtedy ciemnobursztynowe oczy spotkały się ze ślepiami dorosłej wilczycy, pijącej wodę ze strumienia.
_________________
ZAREZERWOWANE
 
     
Mortem 
Szczenię
Nierozważny buntownik



Partner: Pff...!
HP: 100
Wygląd: Ciemne, wyleniałe truchło
Charakter: Czy Wataha Nocy nic Ci nie podpowiada?
Znaki Szczególne: Stara się być miły
Choroby: Nope.
Wiek: 8 miesiący
Urodziny: Pora Lodowych Okruchów
Wysłany: 2012-04-01, 21:03   

A cóż to? Wilki? Nie... rozmawia z waderą i tylko z nią i nikt nie miał tu prawa przyjść! Ale cóż.. Ich problem. Warknął i spytał się obu wilków:
- Czego chcecie? Los z was zakpił i przyprowadził tutaj? -zaśmiał się po czym ironicznie. Pachniał już wieloma watahami. Miał ochotę wyjść, ale nie.. Nie śmiałby. Poczekał.
_________________
    • Men occasionally stumble over the truth,
    but most of t h e m pick themselves up
    and hurry off as if nothing ever happened.


…. Imie: wiem, że niosę śmierć, ale żeby mnie identycznie nazwać?! |Mortem|
Wiek: całe życie przede mną, pytanie, czy z tego skorzystam |8 miesiący|
Wataha: wybrałem ją bez zastanowienia. Wiem, jaki będę |Noc|
Rodzina: same problemy z nią |mieszka w Wolfes Live|
Znajomi: pałętają się pod nogami |Brak|
Przyjaciele: gotowi pomóc w każdej sytuacji |Brak|
Wrogowie: każdy stara się mnie traktować dobrze, ale czy ja muszę postępować tak samo? |Brak|
 
     
Yukki 
Samotnik
Młody i gniewny.



Partner: haha, ale suchar
HP: 60
Wygląd: po jego sylwetce można bez problemu zauważyć młody wiek. Jest chudy, jeszcze słabo umięśniony, choć to tylko kwestia czasu i nabrania masy. Może trochę nieproporcjonalny - długie nogi i chude ciało, okolone krótką, jeszcze dość szczenięcą sierścią barwy pieprzu i soli. Z czasem najpewniej wyjaśnieje do śnieżnej bieli, tak jak jego ojciec. Obdarzony dwójką bystrych oczu, przypominających kolorem zaschłą żywicę.
Charakter: młody, niespokojny duch. Pewny siebie, bezgranicznie wierzący w swoją siłę i mądrość, co nierzadko wpędza go w kłopoty. Pyskaty, odważny, lubujący się w burzliwych kłótniach i dyskusjach, w których pozwala sobie na bardzo wiele. Nierzadko złośliwy i wredny, od czasu do czasu dla zabawy zacznie komuś dokuczać. Wrażliwy na punkcie swojego wyglądu, a także powoli na kobiece wdzięki. Jednocześnie, mimo niedojrzałości, za najważniejszą wartość w życiu uważa honor - o który stara się jak najbardziej dbać, z różnymi efektami - oraz pamięć o bliskich. Kto wie, co z niego wyrośnie?
Choroby: brak
Wiek: niecały rok
Urodziny: Pora Kwitnącej Wiśni
Wysłany: 2012-04-04, 22:26   

Gniewne, przepełnione zdawałoby się czystą nienawiścią, zaskakującą u tak młodego wilka ślepia spoczęły na szarym basiorku. Któż to w ogóle był? Mały puch, kłaczek, zaledwie ofiara dla niego!
Warknął i napuszył futro; w ten sposób dawało więcej ciepła, no i wydawał się większy, lepszy, bardziej charyzmatyczny. Przynajmniej we własnej opinii.
- Lepiej się zamknij szczochu, bo cię wpieprzę na kolację - warknął gniewnie, obserwując szczeniaka. Yukki był od niego znacznie wyższy i było oczywiste, kto w tym starciu miałby wygraną w kieszeni. Ale honor zabraniał zabijania słabszych i bezbronnych, a zwłaszcza dzieci.
Fuknął jeszcze, a w sumie to kichnął; dokuczliwy chłód nocy zaczynał zbierać swoje żniwo. Basior wiedział, że jeśli wkrótce czegoś nie zje i nie odpocznie, los nie okaże się dla niego łaskawy. Potrzebował też snu, którego od kilku dni nie miał; powieki od jakiegoś czasu mu ciążyły, a obolałe mięśnie protestowały przy każdym ruchu. Co by zrobił ojciec w tej sytuacji? Cóż, pewnie ostro by go złajał za doprowadzenie się do takiego stanu...
Najważniejsze to znaleźć jakieś miejsce na nocleg, gdzie nie dosięgnie go kąśliwy, chłodny wiatr. Bez tego jego szanse na przeżycie tej nocy spadały niemal do zera.
Trzeba stąd iść. To nie jest dobre miejsce. Trzeba być w końcu dorosłym i odpowiedzialnym. Z ociąganiem ruszył naprzód, rzucając na odchodne:
- Nie myśl sobie że jesteś lepszy, gówniarzu. Masz farta że jestem nieco zmęczony. - i odszedł, starając się jak najmniej powłóczyć łapami, by nie sprawiać żałosnego wrażenia.
*zt*
_________________
ZAREZERWOWANE
 
     
Milcząca Duma 
Weteran



HP: Dużo >:]
Wygląd: Mocnej budowy, słusznych rozmiarów, srebrzysto- szara. Przenikliwe i uważne spojrzenie miodowo-orzechowych oczu, gęste futro średniej długości.
Charakter: Pogodna, niekonfliktowa- lecz pewna siebie, niezależna. Doświadczona, stara wadera. Nie narzuca się nikomu, ale i za nic nie pozwoli, by inni jej narzucali swoją wolę. Trzymająca się na uboczu, czujna obserwatorka.
Znaki Szczególne: Nos pocięty licznymi bliznami, lewe ucho praktycznie w szczątkach.
Choroby: Zdrowa
Wysłany: 2012-04-05, 16:58   

Szara uważnie przyjrzała się przemokniętemu podrostkowi. Skinęła ku niemu łbem na znak pokojowych zamiarów, ale nic nie powiedziała. Rzuciła kątem oka na drugie szczenię, lecz jedyną reakcją na jego bojownicze słowa było przeciągłe ziewnięcie. Milcząca przeciągnęła się, rozprostowując zesztywniałe mięśnie i zniknęła w zaroślach. wkrótce była z powrotem, z dorodną, tłuściutką zajęczycą w pysku. Usadowiła się wygodnie nieopodal zmarzniętego Yukkiego i zaczęła zajadać ze smakiem zdobycz. Zdawała się być zupełnie obojętna na to, co dzieje się dookoła, jej zainteresowanie zdradzały jedynie nieznaczne drgnięcia ucha, skierowanego w stronę młodego. Gdy wilk odchodził, odprowadzała go jeszcze przez jakiś czas wzrokiem, po czym powróciła do swojego posiłku.
_________________
 
 
     
Mortem 
Szczenię
Nierozważny buntownik



Partner: Pff...!
HP: 100
Wygląd: Ciemne, wyleniałe truchło
Charakter: Czy Wataha Nocy nic Ci nie podpowiada?
Znaki Szczególne: Stara się być miły
Choroby: Nope.
Wiek: 8 miesiący
Urodziny: Pora Lodowych Okruchów
Wysłany: 2012-04-06, 09:37   

Hah, niech go lepiej mamusia chroni bo dostanie szału i przez przypadek sobie krzywdę zrobi! Nic mi nie odpowiedział, lecz na jego pyszczku ponownie zaświecił ten słodki złowieszczy uśmiech. Podszedł kilka kroków do Dumy i zaczął się jej przyglądać. Tak szybko zająca złapać? Niebywałe.. Wyczuł jej zapach, zapach WN. Czyli, że... tak jakby rodzina, tylko ze watahy.. Usiadł 3 metry na przeciwko niej. Już dawno zapomniał o innych wilkach z jego otoczenia.
- Witam - tylko to wydołał wydusić z siebie..
_________________
    • Men occasionally stumble over the truth,
    but most of t h e m pick themselves up
    and hurry off as if nothing ever happened.


…. Imie: wiem, że niosę śmierć, ale żeby mnie identycznie nazwać?! |Mortem|
Wiek: całe życie przede mną, pytanie, czy z tego skorzystam |8 miesiący|
Wataha: wybrałem ją bez zastanowienia. Wiem, jaki będę |Noc|
Rodzina: same problemy z nią |mieszka w Wolfes Live|
Znajomi: pałętają się pod nogami |Brak|
Przyjaciele: gotowi pomóc w każdej sytuacji |Brak|
Wrogowie: każdy stara się mnie traktować dobrze, ale czy ja muszę postępować tak samo? |Brak|
 
     
Fear 
Wilk podporządkowany



HP: 100/100%
Wygląd: Wilczyca nie może szczycić się wielką czy masywną posturą. Ot, jej rodzice byli drobnymi wilkami, więc Fear średni wzrost ma w genach. Niegdyś uważała to za przekleństwo, jednak z czasem takie myślenie zmieniło się. Białe futro, które pokrywa jej często uważaną za niezwykle chudą sylwetkę, trudno utrzymać w czystej bieli. Ze względu na dużą aktywność fizyczną wadery, często przypomina ona wilka o brązowym umaszczeniu, niż jej naturalnym kolorze. Ma ciemnożółte oczy i puszysty ogon jak inne wilki arktyczne.
Charakter: Uwielbia dy coś się dzieje. Niezwykle energiczna i o dziwo towarzyska. Lubi różnego rodzaju wyzwania. Fear to także bezkonfliktowa i wrażliwa wadera. Nie należy do mściwych osobników. Jednak potrafi walczyć o swoje. W żadnym wypadku nie da sobą pomiatać. Trudno jednak zdobyć jej pełne zaufanie, a gdy się je straci trzeba zapracować by je odzyskać. Wadera jest niezwykle pamiętliwa. Dzięki przybranemu ojcu, nie mści się. Oddana watasze, swoim poglądom i przekonaniom. Czasem można odnieść wrażenie, że zachowuje się jak szczeniak. Jednak nie miała zbytnio szczęśliwego dzieciństwa.
Znaki Szczególne: ---
Umiejętności: Zwyczajna wilczyca, potrafi to co inni.
Choroby: Zdrowy
Wiek: 2 lata
Urodziny: Pora Śnieżnego Puchu
Wysłany: 2012-04-06, 19:40   

Biała wadera, prowadząca dotychczas samotny żywot pojawiła się po raz pierwszy gdzieś, gdzie za pewne żyje więcej przedstawicieli jej gatunku. Szła wolno, krok za krokiem, przedzierając się przez zarośla. Doskonale wiedziała, że wyraźnie odznacza się na tle mroku nocy. Nie przeszkadzało jej to. Z początku nie miała pojęcia dokąd zmierza jej istnienie, dopóki, dopóty nie usłyszała szumu wody. Niebawem dostrzegła inne wilcze sylwetki. Nie odezwała się do nich, lecz ominęła, nijak zwracając. Usiadła wpatrując się to w potok to w rozgwieżdżone niebo. Cała ona - marzycielka.
 
 
     
Lyssa 
Obcy
Anielica Śmierci


Partner: ----
HP: 100 HP
Wygląd: Duża , śnieżnobiała wilczyca o piwnych oczach.Proporcjonalnie zbudowane ciało ... uszy średnie, zawsze czujne.Umięśnione łapy dzięki którym może przebiec w jeden dzień wiele kilometrów.Jak to powiedzieć ... jest dość "puszysta" ponieważ lubi dobrze zjeść.Jej kły są bielsze od sierści i wiecznie ostre.Przez miękką,białą i puszystą sierść można ją pomylić z niedźwiedziem polarnym.
Choroby: Zdrowa
Wiek: Około 3 lat.
Ostrzeżeń:
 1/3/6
Wysłany: 2012-04-06, 19:47   

Młoda wilczyca przybyła rześkim krokiem nad potok.
Usiadła i zaczęła obserwować inne wilki.Po chwili namysłu podeszła do Fear.
- Witaj , jestem Lyssa , ciebie jak zwą ? - powiedziała po chwili.
Usiadła obok wilczycy i zaczęła obserwować piękne gwiazdy i księżyc.
Westchnęła cicho i popatrzyła ku tej najjaśniejszej.
- Gdzieś tam są - powiedziała sobie w duchu.
 
 
     
Fear 
Wilk podporządkowany



HP: 100/100%
Wygląd: Wilczyca nie może szczycić się wielką czy masywną posturą. Ot, jej rodzice byli drobnymi wilkami, więc Fear średni wzrost ma w genach. Niegdyś uważała to za przekleństwo, jednak z czasem takie myślenie zmieniło się. Białe futro, które pokrywa jej często uważaną za niezwykle chudą sylwetkę, trudno utrzymać w czystej bieli. Ze względu na dużą aktywność fizyczną wadery, często przypomina ona wilka o brązowym umaszczeniu, niż jej naturalnym kolorze. Ma ciemnożółte oczy i puszysty ogon jak inne wilki arktyczne.
Charakter: Uwielbia dy coś się dzieje. Niezwykle energiczna i o dziwo towarzyska. Lubi różnego rodzaju wyzwania. Fear to także bezkonfliktowa i wrażliwa wadera. Nie należy do mściwych osobników. Jednak potrafi walczyć o swoje. W żadnym wypadku nie da sobą pomiatać. Trudno jednak zdobyć jej pełne zaufanie, a gdy się je straci trzeba zapracować by je odzyskać. Wadera jest niezwykle pamiętliwa. Dzięki przybranemu ojcu, nie mści się. Oddana watasze, swoim poglądom i przekonaniom. Czasem można odnieść wrażenie, że zachowuje się jak szczeniak. Jednak nie miała zbytnio szczęśliwego dzieciństwa.
Znaki Szczególne: ---
Umiejętności: Zwyczajna wilczyca, potrafi to co inni.
Choroby: Zdrowy
Wiek: 2 lata
Urodziny: Pora Śnieżnego Puchu
Wysłany: 2012-04-06, 20:02   

Wilczyca przez większość czasu była zamyślona i jakby w ogóle wyłączyła się. Dlatego nie zauważyła przybycia innej samicy. Tkwiła niewzruszona tuż przy nurcie strumyka, do czasu, kiedy owa nieznajoma raczyła się odezwać.
Fear potrząsnęła niedbale łbem stawiając uszy. Szybko odnalazła wzrokiem przybyłą. Chwilę przyglądała się nowej personie. Dziwne, że nastawiona była aż tak pokojowo. Może to szpieg, który chce wykraść od niej jakieś informacje na temat Wietrznych? Wadera nie była tu na tyle długo, by zapoznać się jeszcze z charakterystycznymi działaniami takich jednostek, jeżeli takowe cechy posiadają. Teraz na poważnie otrząsnęła się z zamyśleń i znacznie trzeźwiejszym wzrokiem spojrzała nań.
- Nie ważne. - rzekła jedynie. Tak, miała świadomość, że dziwnie się zachowała, ale miała swoje powody. Chyba. Skinęła łbem Lyssie i odbiegła.
 
 
     
Milcząca Duma 
Weteran



HP: Dużo >:]
Wygląd: Mocnej budowy, słusznych rozmiarów, srebrzysto- szara. Przenikliwe i uważne spojrzenie miodowo-orzechowych oczu, gęste futro średniej długości.
Charakter: Pogodna, niekonfliktowa- lecz pewna siebie, niezależna. Doświadczona, stara wadera. Nie narzuca się nikomu, ale i za nic nie pozwoli, by inni jej narzucali swoją wolę. Trzymająca się na uboczu, czujna obserwatorka.
Znaki Szczególne: Nos pocięty licznymi bliznami, lewe ucho praktycznie w szczątkach.
Choroby: Zdrowa
Wysłany: 2012-04-08, 17:59   

Szara mruknęła przeciągle, jakby przygotowując zachrypnięte od dłuższego milczenia gardło do przemówienia. Skinęła łbem do zadziornego szczenięcia.
-widzę, że Noc zasilił młody wojownik- rzekła, łowiąc w szerokie nozdrza jego zapach.
_________________
 
 
     
Mortem 
Szczenię
Nierozważny buntownik



Partner: Pff...!
HP: 100
Wygląd: Ciemne, wyleniałe truchło
Charakter: Czy Wataha Nocy nic Ci nie podpowiada?
Znaki Szczególne: Stara się być miły
Choroby: Nope.
Wiek: 8 miesiący
Urodziny: Pora Lodowych Okruchów
Wysłany: 2012-04-10, 20:49   

- Młody, ale czy wojownik to się okaże.. - rzekł z kamiennym wyrazem pyska. Pierwszy nocny, którego spotkał na swej drodze.. Nawet nie zauważył innych wilków pałętających się tuż obok. Gdyby Mort byłby ciekaw tak świata jak jego siostra już dawno by go na świecie nie było, więc zważał tylko na to co chciał widzieć, słyszeć, czuć. A gdyby tylko miał choć trochę ochotę na dokuczanie na pewno tamte wilkia czyli.. Fear i Lyssa mieliby gadane od Morta. No wiecie... w stylu... Czego chcecie, szukacie itp. Przeciął swym ogonem powietrze, a następnie skierował wypowiedź do Dumy:
- Jeśli Noc będzie łaskawa zdobędzie i Łowcę droga pani. - po tych oblizał się obnażając swe młode, białe kły. Cóż, nie dawno pierwszy raz zatopiły się w krwi własnego upolowanego szczura.. Czy pamiętacie to uczucie gdy pierwszy raz upolowaliście ofiarę dla siebie i sami zatopiliście w niej swe kły? Tak właśnie czuł się Mort gdy spożywał swoją pierwszą samotną kolację. Ziewnął szeroko nie miał nic do roboty niż gadanie. No, ale.. to zawsze coś! Jednak.. Czy MD będzie chciała gadać z Morte?
_________________
    • Men occasionally stumble over the truth,
    but most of t h e m pick themselves up
    and hurry off as if nothing ever happened.


…. Imie: wiem, że niosę śmierć, ale żeby mnie identycznie nazwać?! |Mortem|
Wiek: całe życie przede mną, pytanie, czy z tego skorzystam |8 miesiący|
Wataha: wybrałem ją bez zastanowienia. Wiem, jaki będę |Noc|
Rodzina: same problemy z nią |mieszka w Wolfes Live|
Znajomi: pałętają się pod nogami |Brak|
Przyjaciele: gotowi pomóc w każdej sytuacji |Brak|
Wrogowie: każdy stara się mnie traktować dobrze, ale czy ja muszę postępować tak samo? |Brak|
 
     
Mglista Noc 
Samotnik
~Ruda~



HP: 100%
Wygląd: Wyróżnia się nietypowym umaszczeniem. Jej sierść jest bowiem ogniście ruda, a na pysku, brzuchu i końcach łap oraz ogona przechodzi w biel. Sprawia to, że Noc przywodzi na myśl lisa. Efekt ten wzmacnia jej postura - jest dość niska i bardzo szczupła, niemal chuda. Mimo to na jej łapach wyraźnie zarysowują się mięśnie, dając dowód jej doskonałej kondycji. Wadera może poszczycić się także długim, puszystym ogonem, a przede wszystkim oczami w kolorze bursztynu, o bystrym, przenikliwym spojrzeniu. Na jej smukłym pysku gości zazwyczaj niemal niedostrzegalny cień nonszalanckiego, nieco nieobecnego uśmiechu. Na lewym uchu Rudej dostrzec można bliznę i lekki ubytek - pamiątkę po stoczonej w młodości walce z rysiem. Nadaje to jej nieco szelmowskiego wyrazu.
Znaki Szczególne: Nieco wyszczerbione lewe ucho; nietypowe umaszczenie
Choroby: zdrowa
Wysłany: 2013-08-17, 17:18   
   Tytuły: Questgiver || Pomysłodawca || MG || Stały bywalec || Glistnik Złośliwy || Paskuda || Najciekawsza wadera


W górach panowała popołudniowa cisza. Las, skąpany w ciepłych złocistych promieniach sierpniowego słońca, jakby pogrążony był w drzemce. Jedynie strumień nawet na moment nie przerywał swojej wędrówki. Woda płynęła co prawda niespiesznie, leniwie pełznąc po kamieniach, zatrzymując się na przeszkodach z patyków i leśnego igliwia. Nieustannie jednak parła do przodu, szemrząc cichutko wśród skał. Tak, jak szemrała tu od młodości świata, cierpliwie i nieustępliwie żlebiąc dolinę, którą wędrowała ruda wadera i towarzyszący jej młody basior. Wilczyca bezszelestnie stawiała łapy, nie chcąc zakłócać wiszącej w powietrzu ciszy. Zmierzała w górę potoku, przeciwnie niż woda. Nie natrafiła jeszcze na żadną interesującą woń, ale znała to miejsce, nie wybrała go przypadkowo.
- Idąc w górę, mamy ogromne szanse trafić na jelenie. - mruknęła cicho, nie oglądając się na Listka.
O to właśnie jej chodziło, o zdobycz trudną, stanowiącą wyzwanie, nie zaś o kuropatwę czy zająca.
Na jej smukłym pysku tańczył jjeszcze przed chwilą tajemniczy uśmieszek. Satysfakcję sprawiało jej jednak nie tylko samo przebywanie w ukochanych Bluszczowych Górach. Nie tylko towarzystwo dawno nie widzianego Jesiennego Liścia. Uśmieszek Nocy zagościł na jej pysku już wcześniej, gdy tylko zorientowała się, że Listek zmierza właśnie w tę stronę, w stronę gór. Nie dowiemy się jednak nigdy, czy była to część jej "planu". Czy pozostawiła Listkowi prawdziwą wolność wyboru miejsca łowów, czy też była to swoboda pozorna, bo Ruda wiedziała, że skieruje się tu, na jej ukochane ziemie?
Nie jest to zresztą sprawa najbardziej istotna. Najważniejsze, że i ona i on byli szczęśliwi, mogąc razem polować.
Prawie.
Ruda mogłaby być szczęśliwa, gdyby nie pewnie niepokojące ją myśli. Ich zapowiedź pojawiła się w umyśle wilczycy już na ziemiach Wiatru. Jednak z każdym kolejnym krokiem niepokój narastał i atakował z coraz większą brutalnością. Noc wciąż jeszcze oddana była polowaniu. Wciąż jeszcze strzygła uszami, wciąż przystawała co jakiś czas, wyciągała pysk, węsząc, wpatrywała się w gęstwinę przed sobą. Szukała śladu zwierzyny, którym mogłaby podążyć, wraz z towarzyszącym jej Listkiem. Jej niepokój nie był jeszcze zauważalny, rzadko zresztą zdradzała takie oznaki. A jednak powoli, powolutku takowe zaczynały wdzierać się w jej zachowanie. Przystawała częściej, gwałtowniej wdychała wiejący w jej stronę wiatr. Czujniej przewiercała wzrokiem leśne ostępy. Oglądała się za siebie, nie tylko na Listka, ale i na las poza nim.
Gdyby ktoś potrafił czytać w jej myślach, wiedziałby, że skupiona jest już nie na polowaniu, a na poszukiwaniu raczej. Wciąż niezmordowanym wilczym truchtem parła do przodu. Wciąż powtarzała sobie, że leniwy, śpiący dokoła las jest miejscem w pełni bezpiecznym. A jednak, nawet ona sama nie potrafiła siebie oszukać. Wiedziała, jakimś niewytłumaczalnym sposobem czuła, że coś jest nie w porządku. Nie o siebie się jednak niepokoiła. Nie siebie przecież wypatrywała wśród drzew, nie swoją woń próbowała odnaleźć w powiewach wiatru.
Noc nie była typem histeryczki i każdy powinien o tym wiedzieć, kto wiedział cokolwiek o Nocy. Skoro niepokoiła ją nieobecność Szajby, musiała mieć ku temu jakieś powody. Nawet jeśli na razie sama ich jeszcze nie rozumiała.
_________________
    A jeśli zacznę się na nowo
    wyrywać zbuntowanym ciałem,
    powiedz mi wreszcie pierwsze słowo,
    którego nigdy nie słyszałam

    ***

    Bo znów pogański samum wieje
    w pędach, zawrotach, burzach, blaskach!

    ***

    Pamiętaj: kiedy znów zdziczeję,
    Odrzyj mnie z wichrów i ugłaskaj!
 
     
Szajba 
Samotnik
O ironio, świat się wali a niebo na łby nam spada.



Partner: O Ironio tyś moją jedyną, wierną partnerką.
HP: 100%
Wygląd: Jest to średniej wielkości, dobrze zbudowany basior o gęstym szaro-brązowo-rudym futrze i oczach w kolorze intensywnego złota. Co do samego wyglądu to łapy, brzuch, dolna część karku, klatka piersiowa i spod ogona są kremowo-białe. Następnie sierść przechodzi barwami szarości, odcieniami rudego poprzez brąz aż do ciemnego brązu który tworzy na jego grzbiecie ciemniejsza, nierównomierną pręgę.
Charakter: Przechodząc do charakteru, to jest on spokojny. Można wręcz powiedzieć ze przymulony, chociaż to za mocne słowo. Leń nad leniami, do tego jak już coś powie to już powie. Specjalista od wykręcania się od roboty, potrafi być złośliwy a ironia to jego wierna towarzyszka. Na ogol jest spokojny i opanowany, mający stalowe nerwy ale co do Anielskiej cierpliwości bym się kłóciła. Gdyż wyprowadzony z równowagi staje się niebezpieczny dla otoczenia. Jest przeciwnikiem trudnym do rozgryzienia, noszącym na sobie twarda maskę obojętności której nie sposób przebić. Jego docinki i komentarze są jego największym znakiem szczególnym, tak samo jak (mało)wyrafinowane przekleństwa.
Znaki Szczególne: Brązowa, nierówna pręga na grzbiecie, nieograniczone lenistwo oraz (w przypływie weny i dobrej passy) ociekająca ironia i przekleństwami wymowa.
Umiejętności: Granie na nerwach.
Choroby: jak na razie zdrowy jest.
Wysłany: 2013-08-17, 18:27   

Gdyby całokształt wszechświata zechciałby być chociaż trochę bardziej ugodowy, większość z przypadków przytrafiających się starannie wyselekcjonowanym przez los jednostkom, trzymała by się w granicach 'całkiem znośnych''. Jednak wszechświat nie chciał. Tak samo jak nie chciał tez być strączkiem. Zamiast tego był wszechświatem, masą nieokiełznaną i nieprzewidywalna w swych postępkach. Przy takim obrocie spraw trzeba było odpowiednio się przystosować i robić wszystko tak by wszechświatowi wyjść bokiem.
Jak już przy wychodzeniu bokiem jesteśmy. Pewnemu wyjątkowo burkliwemu w ostatnich dniach basiorowi ów 'bokiem wychodzenie' już dano się przejadło.
-Zostawiła mnie.- Myśl ta ze stoickim spokojem spłynęła na burego basiora stojącego pośrodku ścieżki w wyjątkowo gęstym i hałaśliwym jak na las, lesie. - Znowu. - Jedna z powiek wilka zadrgała w nerwowym tiku a wargi rozciągnęły się w równie nerwowym uśmieszku, ot tak do pary. Buras, przymknąwszy powieki odetchną głęboko po czym opanowawszy się, wypuścił z gardzieli siarczystą wiązankę przekleństwo pod adresem wszystkiego co znajdowało się dookoła. Tak dla uspokojenia i oczyszczenia myśli. Oczywiście, nie chodziło tutaj o fakt bycia pozostawionym w tyle. To bowiem było norma i stałą częścią ich życia. Zostawianie jednego przez drugie i na odwrót było jak 'dzień dobry' o poranku, chociaż tego drugiego raczej nie sposób doświadczyć przy tej parce. Cały problem tkwił bowiem w fakcie, że buras był głodny a jego niedoszła wspólniczka morderstwa na pewnym jelonku właśnie dała nogę. Rozważenie priorytetów nie zajęło basiorowi zbyt wiele. Żołądek wygrał sprawę niemalże walkowerem. Ruda nie zając, nie ucieknie. Prędzej czy później i tak na siebie wpadną, a z pustym żołądkiem podążanie jej tropem nie jest wskazane.
Co podkusiło go by oganiać się za świstakiem? Cóż, za pewne fakt, że w okolicy był deficyt zajęcy. Rozkopawszy uprzednio kilkanaście nor, dorwał wreszcie skubańca i mógł z przekąsem stwierdzić, że tym to się raczej nie naje. Dawno jednak doszedł do wniosku, że lepszy wróbel w garści niż gołąbek na drzewie. Trzymając się tej tezy zapchał się tym co miał. Ze względu na późna porę, ruszenie za ruda małpa przełożył na dzień następny. W ten oto sposób w trzy dni później ruszył jej tropem.
Bagna od zawsze były miejscem dla odważnych, głupich i dla samobójców. Basior nie zaliczał się do żadnej z wyżej wymienionych grup, on był po prostu głodny, wściekły i zdeterminowany. Wszechświat już dawno nie widział by ktoś z takim zapałem deptał po bagnistej powierzchni rozchlapując mazista wodę na wszystkie strony. Przedzierał się przez pokryte mchem i czort jeden wie czym jeszcze krzaki, oraz mamrotał pod nosem coś co brzmiało jak egzorcyzm. Zapewniam was jednak, że z egzorcyzmem nie miało za wiele wspólnego. - Pieprzone bagno, co za kretyn, bez wyobraźni postawił je własne tutaj? Bezmyślność. Kretynizm...
Wszechświat nie był zachwycony.

Las ma to do siebie, że szumi, jednak czasem w tym szumie jest coś jeszcze, coś co zwiastuję nadejście katastrofy, kataklizmu bądź znajomego, którego za wszelką cenę chcemy uniknąć. Niepokój Mglistej nie był nieuzasadniony. Sam las już dawno zwietrzył nadchodzące problemy. Delikatne drżenie ziemi było już tylko dowodem. Gdziekolwiek znajdowało się źródło, było wielkie. Posiadało mocne kopyta i z pewnością potężne rogi. Pędzący przed siebie gdzieś w otchłani tego lasu, zwiastun kłopotów i całkiem porządnej kolacji. Pobliskie krzewy zaszeleściły gwałtownie. Cokolwiek to było, przemieszczało się w tym kierunku i to zamaszystym krokiem. Dudnienie nasiliło się, liście uczepione swych gałązek zawirowały w szaleńczym rytmie. Nie trzeba było być geniuszem by dodać jedno do drugiego. Coś się zbliżało, pytanie tylko czy było w całości czy jedynie jedna zagubioną jednostka. Oczekiwanie na ukazanie się rozłożystych rogów okazało się jednak daremne. Zamiast jelenia, bądź ich stada, na drodze staną im bury basior z ubłoconym podwoziem.
-Coś Ci się do ogona przylepiło. Rzep jakiś. - Oznajmił błotnisty potwór nie odrywając spojrzenia brudno złotych oczu od rudej wadery z naprzeciwka. Spojrzenie które wolało ''dobrze Cię znów widzieć'' oraz ''wreszcie cię znalazłem'' było przeznaczone jedynie dla niej. Cała reszta postawy tej niecodziennej parki wołała bowiem ''gdzieś ty cholero jasna się szlajał/a?!''.
Tym oto zdarzeniem zaczynamy kolejny bieg, z pewnością nieprzewidywalnych w skutkach wydarzeń.
Wszechświat umył jednak ręce od tej sprawy. Nie wyraził chęci mieszania się do czegoś co i tak złośliwie mu przeszkodzi i wyjdzie bokiem. Mógł tak zrobić. W końcu jest wszechświatem, może robić co chce.
A przecież mógł zostać strączkiem.
_________________

Życie daje trzy wybory: bądź dobry, stań się dobry lub poddaj się.
Dlaczego Ty wybierasz wariant czwarty?

    Wataha: Wybrał życie samotnika i nie narzeka.
    Wiek: Nikt dokładnie tego nie wie. Młody.
    Pochodzenie: Dębowy Las.

Żałosna śmierć jest gorsza od żałosnego życia.

    Sukcesy trwają, dopóki ich ktoś nie spieprzy.
    xxxxxxxxxxxxxxxxxx Porażki są wieczne.

Rodzina: Pusia i Czas Pogardy. Diabeł wie, gdzie te cholery się szwendają...
Przyjaciele: Jedna taka wilczyca zasłużyła na to miano. Mglista Noc.
Wrogowie: Kto ich nie ma, widocznie nigdy nikomu się nie postawił.
 
 
     
Mglista Noc 
Samotnik
~Ruda~



HP: 100%
Wygląd: Wyróżnia się nietypowym umaszczeniem. Jej sierść jest bowiem ogniście ruda, a na pysku, brzuchu i końcach łap oraz ogona przechodzi w biel. Sprawia to, że Noc przywodzi na myśl lisa. Efekt ten wzmacnia jej postura - jest dość niska i bardzo szczupła, niemal chuda. Mimo to na jej łapach wyraźnie zarysowują się mięśnie, dając dowód jej doskonałej kondycji. Wadera może poszczycić się także długim, puszystym ogonem, a przede wszystkim oczami w kolorze bursztynu, o bystrym, przenikliwym spojrzeniu. Na jej smukłym pysku gości zazwyczaj niemal niedostrzegalny cień nonszalanckiego, nieco nieobecnego uśmiechu. Na lewym uchu Rudej dostrzec można bliznę i lekki ubytek - pamiątkę po stoczonej w młodości walce z rysiem. Nadaje to jej nieco szelmowskiego wyrazu.
Znaki Szczególne: Nieco wyszczerbione lewe ucho; nietypowe umaszczenie
Choroby: zdrowa
Wysłany: 2013-09-27, 18:11   
   Tytuły: Questgiver || Pomysłodawca || MG || Stały bywalec || Glistnik Złośliwy || Paskuda || Najciekawsza wadera


Noc, powziąwszy raz decyzję, nie miała w zwyczaju jej zmieniać. Postanowiła udać się w górę potoku, by tam, na ukrytej wśród brzóz, trudno dostępnej, lecz jej świetnie znanej łące szukać jeleni. Często wybierały to miejsce, chcąc odpocząć w wysokich trawach. Niewielu z tutejszych łowców o tym wiedziało. Mglista natknęła się na "jelenią łąkę" przypadkiem, podczas którejś ze swych niezliczonych wędrówek po Bluszczowych Górach.
Biegła więc lekkim, niespieszym truchtem, rzucając czasem ukradkowe spojrzenia w stronę Jesiennego Liścia. Ale jej roztargnienie stawało się coraz bardziej oczywiste. Ruda lubiła bawić się polowaniem, cieszyć się tym, z pozoru zwyczajnym, prozaicznym zajęciem. Powinno tak być i tym razem, ale zdrodzony w jej podświadomości niepokój zdążył już wykiełkować i przemienić się w pewność.
Las wokół wydawał się spokojny, cichy, senny. Przyjazny. Ale Mglistą trudno było oszukać. Znała to miejsce zbyt dobrze, by nie dostrzec, że jest zbyt spokojnie, zbyt cicho... I że zdecydowanie nie jest sennie. W powietrzu wisiała niemal nieuchwytna groźba czegoś nieznanego, niezrozumiałego. Czegoś niebezpiecznego. Ruda nie wiedziała, co to jest, ale była coraz bardziej pewna, że czas zacząć przygotowywać się na jego spotkanie.
Wadera zatrzymała się gwałtownie, ryzykując zderzenie z podążającym tuż za nią wilkiem. Znieruchomiała na krótką chwilę, po czym błyskawicznie odwróciła się, ale błysk w jej bursztynowych ślepiach zdradzał raczej radość, niż niepokój. Zwieszony nisko ogon wilczycy poruszył się leciutko, prawie niezauważalnie, jakby zbyt wcześnie witał tego, który podążał jej tropem i był tuż tuż.
Ruda nie miała najmniejszych wątpliwości. Wiatr nie był jej sprzymierzeńcem i nie zdołała wychwycić w powietrzu zapachu burego basiora, jednak słuch jej nie zawiódł. Wiedziała, że tylko jedna istota potrafi brnąć przez las, hałasując w tak idealny sposób, jakby sama była hałasem. Nie o to chodzi, że Szajba nie potrafił poruszać się cicho - Noc doskonale wiedziała, że to potrafił i nie raz miała okazję się o tym przekonać. Sekret polegał na tym, że Szajba na co dzień nie widział powodów, by z tym umiejętności korzystać. Szedł jak taran, tak przez życie, jak i przez las. Była to właściwie esencja szajbowości. Czyli to, co Ruda tak uwielbiała. To, co stanowiło chyba jedyny, stały, niezmienny punkt wszechświata, do którego mogła się zawsze odnieść.
Bury basior, nośnik owej szajbowości, wyłonił się właśnie z krzaków. W kąciku pyska rudej wilczycy pojawił się delikatny uśmieszek.
- Ty się powinieneś przyczepić. - odparowała. Bo przecież kto by dawno nie widzianej, najbliższej istocie przekazywał zwyczajowe pozdrowienia? Kto by mówił, że cieszy się, iż go widzi? Kto by się przyznawał, że niepokoił się, martwił jego nieobecnością? No właśnie, na pewno nie ona. - Może wtedy przestałbyś się gubić.
Słowa, które padły z pyska wadery, zostały wypowiedziane pewnie i szybko, jak to miała w zwyczaju. Czas ten jednak wystarczył na zlustrowanie przybyłego basiora i błyskawiczną ocenę sytuacji. Jak zwykle sprawdzała, czy wszystko jest w należytym porządku. Uznała, że tak jest i tym razem.
W normalnej sytuacji, pewnie zrezygnowałaby z polowania, przynajmniej na jakiś czas. Przysiadłaby z wyzywająco przechylonym łbem, czekając na ripostę. A potem odbiłaby piłeczkę. Gra we wzajemne złośliwości trwałaby długo, dopóki nie powiedzieliby sobie wszystkiego tego, do czego nie potrzebowali słów.
I rzeczywiście, Ruda definitywnie rozstała się z planem łowów. Z zupełnie innych jednak, niż wspomniane, przyczyn.
- Coś tu jest nie w porządku, cholernie nie w porządku. - mruknęła, zupełnie nie czekając, na odpowiedź Szajby. Postąpiła parę kroków, zbliżając się do basiora. Uniosła lekko pysk, spoglądając prosto w jego brązowe oczy. Jej spojrzenie zawisło tam na moment, jakby szukając potwierdzenia, że on wie, że też to czuje.
Zaraz jednak odwróciła głowę, a jej wzrok zdradzał każdemu kto ją znał, że właściwie ma już ułożony plan działania. Niezbyt na razie imponujący, zgoda, ale też jaki plan można ułożyć, gdy nie wiadomo, co właściwie jest "nie w porządku".
- Listek - rzuciła, kierując spojrzenie na młodego wilka - To jest Ashwind, idę o zakład, że stary dureń znowu się nudzi.
Ruda zawsze mówiła o cytadeli cieni, jakby była jedną konkretną osobą. Kto wie, zresztą, może wilczyca miała rację. A jeśli nie, to i tak łatwiej było mierzyć się z Ashwindem, jeśli widziało się w nim właśnie osobę. Osobę, która myśli, która ma cel. I która, jak każdy, popełnia błędy.
- Usiądziemy tu sobie i poczekamy. - oznajmiła niespodziewania, nadal spoglądając na Listka. W dawniejszych czasach, gdy był puchatym kłębkiem plączącym się jej pod łapami, pewnie zareagowałaby inaczej. Nie podjęłaby wyzwania, dopóki nie odstawiłaby go w jakieś bezpieczne miejsce. Ale teraz...
- Coś tu przyjdzie - kontynuowała spokojnie, owinąwszy długi ogon wokół łap, jakby zamierzała zostać tu na dłużej. - Nie mam pojęcia co, ale wiem, że nie ma sensu się...oddalać - słowo "uciekać" widać nie mogło jej przejść przez gardło - Bo jeśli ten kretyn coś sobie postanowił, to gdziekolwiek pójdziemy, i tak wyjdzie na jego.
Określenie "kretyn" wypowiedziała znacznie głośniej, unosząc lekko łeb, jakby rzucała je gdzieś w powietrze. Drażniła i prowokowała, a nawet obrażała - jak tu Ruda. Cytadela zaczynała jej już działać na nerwy. Nadal nie zapomniała koszmarnej przygody z lustrami. Miała dziwne przekonanie, że i Ashwind jej nie zapomniał.
Jej gniew z pewnością zwróciłby się przeciwko pewnej kremowej wilczycy, gdyby tylko Ruda wiedziała, że to, co się właśnie działo, działo się w sporej mierze za jej przyczyną. Ale Ruda nie znała owej wilczycy i nie miała żadnego pojęcia o tym, co właśnie działo się w podziemiach Ashwindu.
Już za chwilę miała się za to ptzekonać, że nie myliła się w swych przypuszczeniach. Coś zmierzało prosto ku nim, dudniąc o ziemię wielkimi ciężkimi kopytami.
_________________
    A jeśli zacznę się na nowo
    wyrywać zbuntowanym ciałem,
    powiedz mi wreszcie pierwsze słowo,
    którego nigdy nie słyszałam

    ***

    Bo znów pogański samum wieje
    w pędach, zawrotach, burzach, blaskach!

    ***

    Pamiętaj: kiedy znów zdziczeję,
    Odrzyj mnie z wichrów i ugłaskaj!
 
     
Mglista Noc 
Samotnik
~Ruda~



HP: 100%
Wygląd: Wyróżnia się nietypowym umaszczeniem. Jej sierść jest bowiem ogniście ruda, a na pysku, brzuchu i końcach łap oraz ogona przechodzi w biel. Sprawia to, że Noc przywodzi na myśl lisa. Efekt ten wzmacnia jej postura - jest dość niska i bardzo szczupła, niemal chuda. Mimo to na jej łapach wyraźnie zarysowują się mięśnie, dając dowód jej doskonałej kondycji. Wadera może poszczycić się także długim, puszystym ogonem, a przede wszystkim oczami w kolorze bursztynu, o bystrym, przenikliwym spojrzeniu. Na jej smukłym pysku gości zazwyczaj niemal niedostrzegalny cień nonszalanckiego, nieco nieobecnego uśmiechu. Na lewym uchu Rudej dostrzec można bliznę i lekki ubytek - pamiątkę po stoczonej w młodości walce z rysiem. Nadaje to jej nieco szelmowskiego wyrazu.
Znaki Szczególne: Nieco wyszczerbione lewe ucho; nietypowe umaszczenie
Choroby: zdrowa
Wysłany: 2014-06-28, 19:07   
   Tytuły: Questgiver || Pomysłodawca || MG || Stały bywalec || Glistnik Złośliwy || Paskuda || Najciekawsza wadera


W leśnej ciszy, przerywanej jedynie odległym dudnieniem kopyt, upływały leniwie długie minuty. W takich chwilach czas zdawał się zawsze rozciągać jak guma. Ruda wadera jednak powziąwszy raz swe postanowienie, ani zamierzała go zmieniać. Siedziała na środku wąskiej, prawie niewidocznej ścieżki wpatrując się w gęstwinę przed sobą. Na jej pysku malowało się uważne, lecz przy tym pełne spokoju skupienie. Czujne bursztynowe oczy nawet na moment nie odwróciły się od celu. Trójkątne uszy skierowane ku przodowi nie reagowały na ciche szelesty dobiegające czasem zza jej grzbietu. Wilczyca nie odezwała się nawet słowem, z czego można by wnioskować, że zapomniała o swych towarzyszach. Czekała cierpliwie na to, co miało nadejść. Na to, co z każdą chwilą znajdowało się bliżej i bliżej.
Aż nagle - dudnienie przycichło, by po chwili niepokojący ów dźwięk zupełnie zniknął z zasięgu wilczego słuchu.
Przez smukły pysk Nocy przemknął wyraz delikatnego zdumienia. Pochyliła lekko łeb, nasłuchując czujnie, choć nie miała już wątpliwości, że to coś, co było tuż tuż, niespodziewanie zmieniło kierunek i oddaliło się od nich.
Wbrew temu, czego można by oczekiwać, Mglista wcale nie wyglądała na zadowoloną. Owszem, nieznany mieszkaniec Ashwindu - a tego Ruda była pewna - był z całą pewnością niebezpieczny, a potencjalnie - bardzo niebezpieczny. Owszem, pędził prosto na nach. Owszem, mogło się to skończyć nad wyraz nieprzyjemnie. Cała sytuacja miała jednak pewną małą zaletę - Ruda doskonale wiedziała, gdzie owa istota się znajdowała. Teraz, gdy przestała ją słyszeć, zaniepokoiła się znacznie bardziej. Przez tę chwilę jednak, gdy czekała w napięciu, w lesie dokoła nie wydarzyło się nic nadzwyczajnego. Ruda uznała, że tajemnicza istota rzeczywiście odeszła, zmieniła kierunek, nie zaś - przyczaiła się na nich.
Odwróciła łeb ku dwójce wilków, o których tak naprawdę cały czas doskonale pamiętała i uniosła kącik pyska w zawadiackim uśmiechu.
- Chyba mieliśmy szczę...
Szajba i Liść nie dowiedzieli się jednak, co jeszcze chciała powiedzieć. Niczym nie zapowiadana fala uderzyła ich nagle od tyłu, ciskając burym basiorem w stronę Rudej. Mogłoby się to skończyć nienajlepiej, ale fala przemieszczała się jeszcze szybciej niż zupełnie w tej chwili bezwładny Szajba. Ruda otrzymała cios prosto w pysk, fala poderwała ją, przez co upadła na grzbiet, a Szajba przygniótł jej tylko ogon. Mglista jednak nawet tego nie zauważyła, gdyż w mózg wwiercał się jej przeraźliwy, obezwładniający wrzask, wypełniał każdą najmniejszą cząstkę jej świadomości, powodując niewyobrażalny fizyczny ból. Leżąc na trawie wilczyca miotała się wściekle, trąc głową o ziemię, jakby w nadziei, że tym sposobem piekielny dźwięk zniknie. Nie była świadoma tego, że obok Szajba i Liść czują i robią dokładnie to samo.
Nigdy nie dowiedzieli się, ile czasu to trwało. Być może sekundę, być może ledwie ułamek sekundy. Może minutę? A może kwadrans?
Dość powiedzieć, że dla tej trójki był to czas dłuższy niż wieczność.
Ból ustał tak nagle, jak się pojawił. W uszach dźwięczała im cisza, nie było to jednak cisza, która atakuje po ogłuszeniu. Po tym, co ich spotkało, cała trójka winna być głucha. Jednak szelesty lasu docierały do nich, jakby nigdy nic. Jakby demoniczny wrzask słyszeli tylko we własnych głowach.
Ruda odczekała parę sekund, po czym podniosła się niepewnie. Jej wzrok natychmiast odszukał Szajbę, a potem Listka, by zaraz wrócić znów do burego basiora. Bursztynowe oczy zdawały się większe niż zwykle. Czaiło się w nich pytanie, niepokój i, tak jest, pełne złości wyzwanie.
Ashwind zbyt ostentacyjnie pogrywał sobie ostatnimi czasy z całą okolicą. Zbyt wiele się działo w zbyt niebezpiecznym szło to kierunku, by ruda wadera mogła przejść nad tym obojętnie. Gwałtownie obróciła łeb w stronę, z której nadciągnęła fala. Lekko zmrużone ślepia wilczycy nie pozostawiały wątpliwości - miała już nowe plany na popołudnie.
- Odwiedźmy staruszka. Chyba trzeba mu przypomnieć, od czego tu jest.
Wiedziała, że Cytadela się jej nie przestraszy. Wiedziała, że nie ma najmniejszych szans z drzemiącymi tam siłami. Wiedziała, że Ashwind nie jest po nic więcej, jak tylko po to, by być. A jeśli nawet pełni jakąś inną rolę, to ona, Ruda, jej nie rozumie.
Ale wiedziała też, że Szajba doskonale zdaje sobie sprawę z charakteru jej wypowiedzi. Nie bierzmy świata nazbyt poważnie - oboje dobrze rozumieli tę zasadę. Ruda nie twierdziła, że wie, co należy robić. Wiedziała tylko, czego robić nie należy - a w tej chwili z całą pewnością nie należało lekceważyć zagrożenia. Odwrócenie się, ucieczka, udawanie że nic się nie stało - tym właśnie by było. A jak najlepiej dowiedzieć się, co się dzieje i na czym polega zagrożenie? Oczywiście, u źródła.
Dlatego nie czekając na odpowiedź ruszyła przed siebie, w odwrotną stronę niż zmierzała się wcześniej. Lekkim truchtem zbiegała ścieżką w dół, by po dłuższej wędrówce dotrzeć do Cytadeli Cieni.
Lekki odgłos uderzających o ziemię łap, który dobiegał z tyłu, utwierdził ją w przekonaniu, że Szajba podążył za nią. Nie była przekonana, czy w pełni podziela jej pogląd na temat tego, gdzie najlepiej się teraz udać. Wiedziała jednak, że pójdzie z nią, tak jak ona poszłaby za nim. Ufali sobie. To dawało im znaczną przewagę nad tymi, którzy musieli działać sami.
Zwolniła i przesunęła się lekko, robiąc basiorowi miejsce obok siebie. Nie zatrzymując się, tłumaczyła mu, co słyszała kiedyś o demonach zamieszkujących Ashwind. Zwłaszcza o jednym, noszącym wiele imion w wielu językach - zawsze jednak oznaczających to samo: głos.
Nie wiedziała wiele, prócz tego co opowiedziała jej dawno temu szamanka Wiatru. Wystarczyło to jednak, by powiązać owego demona z tym, co ich właśnie spotkało. Nie miała żadnej pewności, czy jej podejrzenia są prawdziwe, ani do czego właściwie miałyby służyć. Chciała raczej zająć czymś czas i uprzedzić Szajbę chociaż tymi szczępkami informacji, gdyby się okazało, że miała rację.
Nie obejrzała się Listka. Być może, zdenerwowana obrotem spraw, zupełnie zapomniała o jego obecności. A może po prostu zostawiła mu wybór, uznając to za oczywiste i nie wymagające tłumaczeń. Dość, że dwie wilcze sylwetki - duża bura i znacznie mniejsza ruda - wkrótce zniknęły w gęstwinie w dole leśnej ścieżki.
_________________
    A jeśli zacznę się na nowo
    wyrywać zbuntowanym ciałem,
    powiedz mi wreszcie pierwsze słowo,
    którego nigdy nie słyszałam

    ***

    Bo znów pogański samum wieje
    w pędach, zawrotach, burzach, blaskach!

    ***

    Pamiętaj: kiedy znów zdziczeję,
    Odrzyj mnie z wichrów i ugłaskaj!
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Theme xandgreen created by spleen modified v0.3 by warna

We are not responsible for any content sent using
and/or included in the forum by users.

If your artwork has been stolen and you see it here,
contact with us and we will remove it!

Strona wygenerowana w 0,5 sekundy. Zapytań do SQL: 8